Zakochaj się… w sobie!

Często w swoim życiu szukamy wielkiej miłości. Czasami udaje nam się ją znaleźć i to uczucie, na początku naprawdę wielkie, trwa jednak dłużej lub krócej.

Zakochujemy się. Raz na całe życie, albo znowu, razy kilkanaście…i ciągle czujemy, że to nie to, że czegoś nam w tym związku, relacji brakowało… Powodów takiego stanu i sytuacji może być kilka. Warto jednak zastanowić się, czy kiedy myślimy o znalezieniu kogoś wyjątkowego dla siebie, pokochaniu go i spędzeniu przy nim naszego życia, zastanawiamy się wtedy nad tym, jak sami wyglądamy, jako tacy właśnie „poszukiwacze miłości”?  Czy aby determinacja, zniecierpliwienie i zniechęcenie nie zasłaniają tego, co warto, aby ktoś w nas zobaczył? I czy czasami nie jest tak, że my sami już tego w sobie nie zauważamy?

Obwiniając się, zarzucając sobie różne niepowodzenia, mankamenty urody, innego rodzaju wpadki, ciągle porównując się do innych, lekceważymy to, co zawsze było naszym atutem. Przestajemy widzieć siebie. Nie myślimy o sobie miło, przyjaźnie, coraz więcej rzeczy nie podoba nam się, nie akceptujemy ich w sobie…

A gdybyśmy tak, najpierw, spróbowali polubić samych siebie, zakochać się nawet w tym, czy owym? Sami znamy siebie najlepiej, nie ukryjemy niektórych cech, nie przedstawimy inaczej, niż faktycznie wyglądają. Bądźmy ze sobą szczerzy. Uśmiechnijmy się do swojego odbicia w lustrze… Spróbujmy chociaż!  Jak w tym wierszu karaibskiego noblisty, poniżej:

DEREK WALCOTT 

Miłość po miłości

Przyjdzie taki czas,
gdy z uniesieniem
siebie powitasz, stojącego
u swego progu, w swoim lustrze
i uśmiechniecie się na powitanie

i powiesz, usiądź tu. Jedz.
Pokochasz nieznajomego, swoje byłe ja.
Podaj wino. Podaj chleb. Oddaj serce

swemu nieznanemu, porzuconemu,
sercu, co cię zawsze kochało.
Zdejmuj z półki miłosne listy

fotografie, daremne bileciki,
zedrzyj z lustra swe odbicie.
Siądź. Świętuj własne życie.

(tłum.Paweł Piasecki)